To takie proste!
Publiczne Przedszkole w Cekowie Kolonii

Strona głowna  /  Do poczytania.......
Do poczytania.......

 

W okresie letnim dzieci rzadziej niż w pozostałych miesiącach uczęszczają do przedszkola. I słusznie, przedszkolaki również potrzebują odpoczynku po wielu miesiącach wczesnego wstawania i uczestniczenia w zajęciach przedszkolnych.

 

Niestety, doświadczenie uczy nas, że w tych dniach nasze pociechy częściej narażone są na różnego rodzaju niebezpieczne sytuacje, które mogą zagrażać ich zdrowiu, a nawet życiu. Czasami opieka starszego rodzeństwa, dziadków, a nawet samych rodziców okazuje się niewystarczająca czy niewłaściwa. A przecież większości wypadków można by uniknąć przy zachowaniu odrobiny przezorności. Wakacje to czas, kiedy dzieci długo przebywają na świeżym powietrzu, często nad zbiornikami wodnymi, w lasach, na wsi. Nie możemy im zabraniać korzystania z dobrodziejstw natury. Świeże powietrze i słoneczna pogoda wzmacniają system odpornościowy, wpływają korzystnie na niektóre schorzenia skóry, odprężają, ułatwiają odpoczynek po wielomiesięcznej pracy i pozwalają na naładowanie akumulatorów na następne miesiące. Musimy jednak pamiętać, że przedszkolak jest jeszcze zbyt mały, aby właściwie ocenić sytuację niebezpieczną i stopień zagrożenia własnego zdrowia czy życia. Dlatego obowiązkiem rodziców jest nauczenie dziecka, jak unikać sytuacji niebezpiecznych i jak postępować, kiedy już się pojawią. Dopiero wtedy wspólny wypoczynek będzie przyjemnością dla dziecka i jego opiekunów. Stąd nasz apel:

 

ZADBAJMY O BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH POCIECH W CZASIE WAKACJI. POKAŻMY DZIECIOM, GDZIE RODZI SIĘ NIEBEZPIECZEŃSTWO I JAK POSTĘPOWAĆ W SYTUACJACH TRUDNYCH.

 

I. Zachowanie na ulicy

Przedszkolak nie powinien sam wychodzić na ruchliwą ulicę, nawet jeśli wydaje nam się, że opanował już sztukę przechodzenia przez jezdnię. Nie wystarczy wielokrotne powtarzanie dziecku zasad przy tym obowiązujących („spójrz w prawo, w lewo, jeszcze raz w prawo i upewnij się czy nie nadjeżdża samochód”), sami także musimy robić to prawidłowo! W czasie spacerów zachęcajmy malucha, aby pokazał nam jak bezpiecznie przechodzić przez jezdnię.

 

II. Podróż samochodem

Dla dziecka najważniejszym elementem wyposażenia samochodu powinien być odpowiedni do jego wieku i wagi fotelik! Koniecznie musi być solidnie umocowany pasami na tylnym siedzeniu. Dla bezpieczeństwa własnej pociechy, w tej kwestii nie ustępuj protestom dziecka. Przyzwyczaj je, że nie ruszycie z miejsca, jeśli dziecko nie będzie siedziało zapięte w foteliku (czy na podstawce). Kiedy podróż jest długa i męcząca zrób przerwę. W upalne dni nie zostawiaj dziecka samego w samochodzie (zwłaszcza na pełnym słońcu), ponieważ grozi to odwodnieniem czy udarem słonecznym.

 

III. Odpoczynek nad wodą

Popularnym miejscem letnich wyjazdów są okolice akwenów wodnych. Dzieci lubią kąpiele, plażowanie, czy budowanie zamków z piasku. Niestety, zdarza się, że oddający się słonecznym rozkoszom opiekunowie zapominają o własnych pociechach. Tymczasem wystarczy kilka chwil, aby ciekawy świata maluch zgubił się w tłumie wypoczywających, bądź, aby skusiła go ciepła woda. Mając świadomość ewentualnych niebezpieczeństw, wybierając miejsce do pływania decydujmy się na kąpieliska z ratownikiem, który profesjonalnie zareaguje w sytuacji zagrożenia. Pamiętajmy, że bezmyślnością jest pice alkoholu podczas odpoczynku nad wodą, zwłaszcza w sytuacji, kiedy mamy pod opieką przedszkolaka!

 

IV. Ostrożnie ze słońcem

W upalne dni pamiętajmy o właściwej ochronie przed słońcem i zapobiegajmy oparzeniom. Lekarze są zgodnie, że delikatna skóra dziecka nie jest jeszcze odporna na intensywne promieniowanie słoneczne. Radzą, aby unikać długiego przebywania w pełnym słońcu między godz. 10 a 15. W tym czasie dzieci powinny się bawić w miejscach zacienionych. Wiedząc, że znaczna część promieni przenika przez chmury stosuj kremy ochronne z filtrami UVA o wysokim faktorze przeznaczone dla dzieci nawet w mniej słoneczne dni. Wykorzystujmy parasole. Dbajmy o właściwe ubranie, przede wszystkim o przewiewne nakrycie, które będzie chroniło głowę i wrażliwy kark. Pamiętajmy, że mózg bardzo szybko się nagrzewa, a ponieważ jest organem dobrze ukrwionym łatwo dochodzi do przegrzania całego organizmu. Starszego przedszkolaka warto zachęcać do samodzielnej dbałości o skórę proponując mu np. , aby wysmarował się kremem ochronnym barwiącym ciał. Będzie to dla niego wspaniała zabawa. W upalne dni należy pamiętać o dostarczaniu organizmowi dziecka wystarczającej ilości płynów.

 

V. W lesie i na wsi

Obawy osób wypoczywających w okolicach leśnych budzą owady, głównie komary, kleszcze i pszczoły. Najlepszą ochroną przed tego typu zagrożeniem jest ubieranie dziecka w spodnie i koszulkę z długim rękawem, a na głowę – czapkę (unikajmy jaskrawych kolorów). Nieosłonięte części ciała warto posmarować preparatem chroniącym przed intruzami.. Wychodząc z domu sprawdźmy, czy ubranie nie jest poplamione słodkimi produktami. Po powrocie z lasu dokładnie oglądajmy skórę, czy nie ma w niej kleszcza. Poza tym, unikajmy jedzenia słodyczy na powietrzu, a podając dziecku picie sprawdzajmy, czy na obrzeżu lub wewnątrz naczynia nie ma pszczół czy os. Wyjeżdżając na wieś sprawdźmy, czy w miejscach, gdzie bawi się malec nie ma niebezpiecznych maszyn i urządzeń rolniczych.

 

Już teraz warto się upewnić, czy nasza pociecha pamięta jak się nazywa, wie gdzie mieszka i ewentualnie zna numer domowego telefonu. Mamy nadzieję, że po wakacjach spotkamy się zdrowi i wypoczęci, czego serdecznie życzymy.

 

 


Dziecko w podróży !

Chciałabym powiedzieć parę słów o tym, jak zaradzić najczęstszej dolegliwości, która dotyczy nie ciała, lecz ducha. ;)

Okropnie mi się nudzi!

 

Czasem dziecko to otwarcie wyartykułuje, a czasem się tego domyślimy po nieznośnym zachowaniu malucha. Gdy jeździłam z moimi kilkuletnimi dziećmi pociągiem, często słyszałam od pasażerów komentarze: "Jakie Pani dzieci są grzeczne!" albo "Jakie ma Pani spokojne maluchy!". A one wcale nie były bardziej grzeczne czy bardziej spokojne od innych dzieci w ich wieku. One po prostu MIAŁY CO ROBIĆ, czyli innymi słowy MIAŁY ZAJĘCIE.

I to jest klucz do rozwiązania problemu. Musisz pomyśleć o tym, żeby dziecko miało co robić. Z niemowlakami nie ma zbyt dużych możliwości, bo poza zabraniem paru grzechotek czy zabawek niewiele więcej wymyślimy. Ale podróż z dziećmi w wieku przedszkolnym to już naprawdę duże pole do popisu. Takie podróże to świetne okazje do tego, by zaaplikować dziecku całą masę zajęć edukacyjnych, a ono nawet w ferworze zabawy nie zauważy, że sprytnie przemycasz treści dydaktyczne. ;)

Opowiem, co ja robiłam, że moje dzieci były takie "grzeczne i spokojne", a Ty być może znajdziesz w tym jakieś pomysły dla siebie.

Przede wszystkim przed podróżą zastanawialiśmy sie wspólnie, co zabrać, żeby się nie nudzić. Dzieci miały swoje małe plecaczki i pod moim czujnym okiem przygotowywały sobie cały ekwipunek. Oczywiście cięższe rzeczy (jeśli się takie znalazły) lądowały w moim plecaku. Oto, co w podróżnym niezbędniku każdego z dzieci można było znaleźć:

 

1. książeczka z dużym wyraźnym drukiem, by nie tylko czytała mama, ale by dziecko samo mogło czytać (lub bawić się w rozpoznawanie literek, jeśli było młodsze). Najlepiej z dużą liczbą ilustracji, bo obrazki służyły dodatkowo do różnych zabaw słownych. Dobrze, jeśli była rozmiaru A-4, bo wtedy mogła pełnić też rolę sztywnej podkładki pod kartkę do rysowania. Wiadomo - w pociągu czy samochodzie warunki do rysowania nie są zbyt komfortowe.

 

2. zakupiona wcześniej gazetka dla dzieci z rebusami, labiryntami, zagadkami i innymi logicznymi zadaniami. Wybór takich książeczek, dostosowanych do konkretnego wieku dziecka, jest w księgarniach spory i warto ponieść ten wydatek. Poświęcisz od 5 do 15 zł na porcję łamigłówek dla dziecka i godzinę jazdy masz malucha z głowy :). Pomijam już fakt, że łamigłówki te mają duże walory edukacyjne i służą gimnastyce umysłu Twojej pociechy.

 

3. czysty, cienki 16-kartkowy zeszyt (cienki więc lekki, co w tym przypadku nie jest bez znaczenia), w którym dziecko będzie mogło pisać lub dowolnie bazgrolić. Będzie on też służył do różnych zapisów przy wspólnych zabawach (np. liczenie punktacji czy zabawa w węża słownego).

 

4. zestaw zaostrzonych kredek, ołówek, długopis, gumka, temperówka - wszystko w zamykanym piórniku lub mocnym woreczku - żeby się nie pogubiło w czasie podróży. Najczęściej sadzałam dzieci po obu stronach siebie, a woreczek z kredkami kładłam na swoich kolanach, pilnując jego zawartości :). Czasem zdarzyło się, że przy nieopatrznym ruchu któregoś z dzieciaków kredka wpadła za siedzenie, ale jakoś tę stratę przeżyliśmy ;).

 

5. parę kartek z bloku formatu A-4. Jeśli któryś z rodziców pracuje w biurze, może przynieść z pracy kilka arkuszy, zadrukowanych z jednej strony, a przeznaczonych do wyrzucenia. Druga, nie zadrukowana część spełni doskonale swe zadanie jako kartka do rysowania.

 

6. talia kart "Czarny Piotruś", jakaś łamigłówka do składania czy cokolwiek innego, co było dostępne w domu. Coś, co składało się z niewielkiej liczby niezbyt małych elementów (puzzle oczywiście odpadają :)).

 

W czasie podróży nie pozwalamy wyciągnąć wszystkich rzeczy naraz, bo - jak wiadomo - od nadmiaru boli głowa :). Dziecko nie będzie wiedziało czego się chwycić, będzie zmieniało co chwilę zajęcia i szybko wszystko mu się znudzi. Dlatego wyciągamy rzeczy pojedynczo. Na co ma ochotę? Poczytać książeczkę? Dobrze, wyciągamy książeczkę. Następnie "eksploatujemy" książeczkę przez co najmniej pół godziny. Gdy już się znudzi czytanie, możemy ją wykorzystać do innych zabaw,np.

 

   -  poprosić dziecko, by wymyśliło dalszą część opowiedzianej w książeczce historii

   -  zadawać sobie nawzajem zagadki dotyczące postaci lub wydarzeń z przeczytanej bajki

    - poprosić dziecko, żeby z zamkniętymi oczami wskazało palcem na pięć dowolnych miejsc na kartach książki, Ty zapisujesz, jakie słowa wskazało i potem z tych pięciu na chybił trafił wskazanych słów dziecko układa historyjkę.

  -   jeśli dziecko się uczy angielskiego, można je poprosić, żeby powiedziało, które z występujących w książeczce słów potrafi nazwać po angielsku. Jeśli znasz angielski, możesz je nauczyć także kilku nowych słówek.

   -  można się pokusić o to, by opowiedzieć historyjkę od końca - na przemian: ty jedno zdanie i dziecko jedno zdanie. Powiedzmy, że Ty zaczynasz: I Kopciuszek żył z królewiczem długo i szczęśliwie. A dziecko na to: Gdy okazało się, że pantofelek należał do Kopciuszka, królewicz się natychmiast z nią ożenił. I tak dalej - aż dojdziemy do początku: Dawno, dawno temu...

 

Gdy już znudzą się nam wszelkie zabawy z książeczką, zauważymy ze zdumieniem, że minęła już godzina podróży (albo i więcej:)). I zapytamy dziecko z uśmiechem: Co teraz chciałbyś/chciałabyś robić kochanie? Może wyciągniemy kredki i narysujesz jakąś ulubioną scenę z tej bajki?

 

Poza wykorzystywaniem rekwizytów zabranych z domu, jest jeszcze cała gama możliwości związanych z zabawami słownymi. Przykłady poniżej:

 

III. Zabawy, do których potrzebujemy tylko własnej głowy - nic więcej :)

 

1. Czy to zwierzę? - jeden z uczestników zabawy wybiera sobie w myślach jakieś słowo (nazwę rzeczy, obiektu, osoby - jakikolwiek rzeczownik) a pozostali, zadając pytania, próbują to słowo odgadnąć. Warunek - muszą to być pytania ogólne, czyli takie, na które odpowiedź może brzmieć tylko "TAK" lub "NIE". Przykłady pytań: Czy to jest zwierzę? Czy jest duże? Czy mieszka w lesie? itd.

 

2. Zagadki - to zabawa, którą wszystkie dzieci bardzo lubią. Świetnie się tu sprawdzają zagadki przyrodnicze, bo dzieci chętnie rozprawiają o zwierzątkach i chwalą się wiedzą na ich temat. Dla całkiem małych dzieci będą to zagadki proste (np. Co to za zwierzątko, co ma trąbę?), dla starszych - musimy się nieco bardziej wysilić. W dziale Gry i zabawy online w niniejszym serwisie znajdziesz quizy przyrodnicze, do których możesz zajrzeć i poszukać ciekawych informacji. Albo trzeba będzie sięgnąć do zakamarków własnej pamięci i odtworzyć zasłyszane kiedyś ciekawostki ze świata zwierząt czy roślin. Oczywiście pozwalamy dzieciom, by również one zadawały nam zagadki. I nie musimy ich od razu odgadywać - czasami możemy poudawać, że zagadka sprawiła nam trudność :).

 

3. Układamy historyjkę. Jedna z osób zaczyna, podając pierwsze zdanie wymyślonej opowieści (np. Dawno temu żył sobie olbrzymi zając.). Kolejna osoba wymyśla dalszy ciąg, podając następne zdanie (Było mu smutno, bo wszystkie inne zwierzęta były dużo mniejsze od niego). I tak po kolei, wszyscy uczestnicy zabawy dodają kolejno mały fragment - za każdym razem wypowiadając tylko jedno zdanie, logicznie pasujące do poprzedniego.W ten sposób ciągniemy opowieść, aż dobiegnie szczęśliwego końca :).

 

Myślę, że w powyższych przykładach znajdziesz coś dla siebie i swojego dziecka, by umilić Wam obojgu czas długiej podróży. Zaaferowani zabawą - nawet nie spostrzeżecie, kiedy już będziecie na miejscu i trzeba będzie wysiadać. :)

 

Jolanta Gajda, SuperKid.pl,

autorka ebooków "ABC Mądrego Rodzica", "Inteligencja Twojego Dziecka"

-----

 


Babki z piasku

 

 

"Za każdym człowiekiem sukcesu stoi dziesięć osób,

które ukształtowało, pomogło, wierzyło.

Oni zawsze stoją w cieniu, służąc, ucząc i wierząc.

Sukces to ich zasługa, ale wiedzą o tym tylko oni"

Nikodem Marszałek

 

Pewnego słonecznego dnia, po moim powrocie z zagranicy, usiadłem ze swoją córką, aby jak zawsze zbudować wysoką wieżę z dużych klocków. Robiliśmy to już setki razy, jednak po krótkiej chwili usłyszałem:

 

- Nie umiem.

- Słucham cię? – odparłem z wielkim zdziwieniem.

- Nie dam rady.

 

Z pewnością wiesz jaka była moja odpowiedź. Po chwili zapytałem:

 

- Kochanie dlaczego myślisz, że nie dasz rady?

- A nie wiem.

- Kochanie jak masz na nazwisko?

- Laura Marszałek – odparła szybko.

- Przecież wiesz, że Marszałkowie są zwycięzcami; my wszystko potrafimy.

- Tak?

- Kochanie czy ty nie chcesz budować, czy nie potrafisz? – rzekłem.

- Nie umiem.

 

Moja odrobina osobowości C i racjonalność dały o sobie znać:

 

- Kochanie, ale budowaliśmy już wcześniej wieżę z klocków, potrafisz sama ułożyć 20 puzzli. Taka wieża przy tym to łatwizna. To co - budujemy?

- Nie dam rady – znów rzekła córka.

 

Wstałem i poszedłem w kierunku małżonki – "Coś jest nie tak, nasza córka mówi to, czego nikt z nas nigdy nie wypowiedział. Jak ona to zakodowała?" "Przecież obserwuje dzieci w piaskownicy i słyszy innych ludzi"– odparła moja żona (w swojej obronie).

Widzisz - pomimo naszych usilnych starań, używania drobnych zamienników takich jak "może ci się tylko nie chce" zamiast "nie dam rady", "masz za mało informacji" zamiast "nie umiem", wszystko poległo jak domek z kart. Wypowiadanie takich słów po cichu, a w końcu na głos niszczy kreatywność, twórczość, a w ostateczności - życie oraz tworzy przestoje, których likwidacja stwarza nowe okoliczności. Zacznijmy więc od analizy.

Po tych pierwszych słowach jak lawina spadły następne: boję się, to jest za ciężkie, często się mylę itd.

Mając 1,5 roku moja córka chciała wejść na dużą, drewnianą zjeżdżalnię. Było widać strach w jej oczach, walczyła z nim przez kilka tygodni - bezskutecznie. Pewnego dnia wróciła z wakacji nasza znajoma, która ma córkę starszą o dwa miesiące. Poszliśmy wspólnie do parku, gdzie znajdowała się zjeżdżalnia. Córka koleżanki szybko weszła i zjechała z tej zabawki. Laura ze zdumieniem to obserwowała, po czym wyleciała jak z procy, wspięła się i zjechała, nawet zrobiła to zjeżdżając głową w dół.

Czasem najszybsza nauka wynika z obserwacji. Jeden mały człowiek jest w stanie zdziałać więcej niż tony książek i lata doświadczeń. Każdy z nas przeżył takie chwile, wykorzystujemy wszystkie dostępne nam środki, pomysły i nic. Siadamy w fotelu i zadajemy sobie pytanie – co poszło źle, gdzie tkwi kruczek?

Pytanie dobre to i odpowiedź dajmy pouczającą. Stosujemy kosmicznie zaawansowane metody, a wystarczy tak niewiele. Czy chciałbyś zadać pytanie jak poradziliśmy sobie z deprecjonującymi słowami naszej córki?

Kazaliśmy podawać powody i przyczyny tych słów:

- Dlaczego uważasz, że..? (własne dowody postępowania)

- Czy to pochodzi od ciebie, czy ktoś inny to powiedział? (sugestia i przekierowanie)

- Czy twoi rówieśnicy to potrafią? (modelowanie)

- Czy my tak mówimy i robimy? (przykład)

Może jesteś tym typem osoby, który mówi: po co zmieniać znaczenie słów, przecież życie jest jakie jest, niech sobie dziecko mówi i tłumaczy jeśli ma trudności, świat jest jaki jest, niech poznaje od najmłodszych lat czym jest życie!

Wielu psychologów i psychiatrów mówi, że osoba mająca znaczenie, osoba ważna dla małych dzieci ma ogromny wpływ, a dzieci do lat 6 mają bardzo małą możliwość, aby odrzucić prawdziwą lub nieprawdziwą krytykę. Innymi słowy, cokolwiek bliska i ważna osoba (rodzice, dziadkowie, bliscy znajomi) powiedzą coś o dziecku, one to zaakceptuje jako jedyny słuszny obraz rzeczywistości. Twój tata powiedział: jesteś złym chłopcem, mam powiedziała, jesteś leniwy, ktoś obcy powiedział, głupi i brzydki jesteś inne dziecko powiedziało: jesteś poza grupą, ty tu nie należysz, nie nadajesz się. Dziecko nie ma takie możliwości w tym wieku, aby odróżnić prawdę od fałszu, informację ów przechodzą ze świadomości do podświadomości i tam są składowane.

Wielu z nas jako osoby dorosłe, nadal bazuje i przechowuje informację jakie zaadoptowaliśmy w dzieciństwie. Potem mówimy: po prostu taki jestem, zawsze taki byłem lub przecież mój ojciec też taki był, moja matka była taka. Wiesz dlaczego powstała taka gałąź biznesu jak: personal development? Już znasz odpowiedź.

Nasze oczekiwania względem dzieci są najważniejsze, jeśli uważasz swojej dziecko za geniusza, one zrobi wszystko, aby sprostać temu oczekiwaniu.

Wracając do naszej analizy. Pytania zadawane córce pomogły, bowiem zaczęły eliminować te destrukcyjne słowa, ale jeszcze większy efekt przyniosło zaprzestanie używania tych negatywnych słów.

Musimy bezgranicznie wierzyć w małe istoty i powtarzać: "zrobisz to", "my wszystko potrafimy", "kocham cię bez względu na wszystko". Często słyszy się: "Jak tego nie zrobisz to przestanę Cię kochać" (nieskuteczna manipulacja i łączenie miłości z nakazem). Miłość jest bezwarunkowa, gdy jednak coś Ci nie wychodzi, wskaż odpowiedniego rówieśnika (niech dziecko widzi i naśladuje). Ile powtarzasz swojej córce, swojemu synowi: "kocham Cię", ja setki razy na dzień. Ile razy przytulasz swojego syna? W ogóle? Wychowujesz w stylu "Macho"?

 

Jest jedno poważne wyzwanie w wychowywaniu zdrowych i przyszłych ludzi sukcesu!

a) rodzice musza kochać siebie (pamiętaj nigdy nie dasz miłości więcej niż masz ją dla siebie). Jeśli nie kochasz siebie, nie będziesz kochał swoich dzieci.

 

b) rodzice musza kochać się wzajemnie, gdy rodzice się kłócą, dziecko nie ważne czego dotyczy kłótnia, mówi do siebie: "kłócą się z mojego powodu, staję się ofiarą".

 

c) lepiej dla dziecka, by wychowywało się z jednym bardzo kochającym rodzicem, niż z dwoma kłócącymi się lub nie lubiącymi się rodzicami.

 

d) chciałbyś wiedzieć, jak dziecko rozumuje? Liczy się zawsze jakość czasu który spędzasz z dziećmi, nie ilość, jakość tego czasu. Pamiętaj, ilość czasu, dzieci rozumują: kocha mnie, spędza ze mną czas, nie kocha mnie, coś jest ze mną nie tak – to jest rozumowanie dziecka lub raczej jest to emocjonalne rozumowanie. Na logikę przyjdzie czas.

Twoje dziecko zadaje kilka razy to samo pytanie, na które dostało już odpowiedź? Staraj się odpowiedź z czymś skojarzyć. Wielu ludzi w ogóle zadaje sobie pytanie, czy pytać? Słownik Języka Polskiego definiuje słowo pytać w ten sposób: "Pytać to znaczy zwracać się do kogoś w formie wymagającej odpowiedzi, w celu uzyskania jakiejś informacji, wiadomości, zezwolenia na coś". W dawnej polszczyźnie słowo pytać oznaczało także "szukać, pytać drogi, prosić". W wieku 2-4 lat dziecko stawia kilka tysięcy pytań rocznie i dzięki nim rozwija się umysłowo.

Wszelki postęp wiedzy zaczyna się od postawienia pytania, na które szuka i znajduje się prawdziwą odpowiedź. Więc gdy dziecko pyta połącz tę czynność z nagrodą. Mogą to być słowa: "Cieszę się, że zadałaś pytanie" dodatkowo wzmocnione dotykiem, buziakiem, głaskaniem po głowie, przytuleniem.

Wierzę z całego serca, że wychowasz swoje dziecko na człowieka którego wizerunek własny będzie olśniewał wszystkich na około i z dumą wypowiesz: "Tak, to moje dziecko, czy nie jest cudowne?"

 

Do zobaczenia na szczycie

Nikodem Marszałek

 


Spokojnie, to tylko leworęczność...

Twoje dziecko częściej sięga po zabawki lewą ręką? Chce jeść, czesać się, rysować tylko nią? Nie denerwuj się, prawdopodobnie jest leworęczne, podobnie jak około 15% populacji.

 

Jeszcze nie tak dawno, leworęczności próbowano oduczyć. Nasi rodzice, dziadkowie znają przypadki przestawiania na siłę dzieci leworęcznych do pisania prawą ręką. Dziś wiadomo już, że wpływa to negatywnie na rozwój dziecka, które potem może mieć problemy z koncentracją, pamięcią, dysgrafią, dysleksją, dysortografią, czytaniem, pisaniem, a nawet mówieniem (jąkanie się). Zmiany powodują nadmierne i niepotrzebne przeciążenie półkuli mózgu, która nie jest dominująca. Dodatkowo jest to niepotrzebny stres dla dziecka, który z czasem może powodować obniżenie samooceny.

Tymczasem lewa ręka nie jest zła, a leworęczność jest po prostu "innym pomysłem naszego organizmu” na funkcjonowanie. W wielu kulturach leworęczność była i jest przychylnie traktowana. Starożytni Inkowie oddawali cześć ludziom leworęcznym. W Ameryce północnej żyło plemię Zuni, które wierzyło, że ludzie leworęczni przynoszą szczęście. Starożytne bóstwa uważano za leworęczne, a lekarze i wróżbici przedstawiani na inskrypcjach często trzymali atrybuty swojej profesji właśnie w lewej ręce.

Leworęczność – skąd się bierze?

Leworęczność jest wynikiem dominowania w mózgu półkuli prawej, co sprawia, że lewa część ciała jest bardziej sprawna. Leworęczność zwana także lateralizacją lewostronną jest najczęściej dziedziczona genetycznie. Do rzadkości należą przypadki, kiedy jest ona wynikiem uszkodzenia lub słabszego rozwoju lewej półkuli mózgu. Prawo- i leworęczność jest tylko jednym z objawów dominacji jednej połowy ciała nad drugą. Aby dokładnie określić stronność, należałoby sprawdzić wszystkie narządy podwójne – oczy, uszy, nogi. Zdarza się, że dziecko jest leworęczne, ale prawo-nożne, czy prawo-oczne, nazywa się to lateralizacją skrzyżowaną i może nieść za sobą pewne trudności.

Kiedy się pojawia i jak rozpoznać?

Już roczne dzieci wykazują tendencję do korzystania częściej z jednej rączki. Na tym etapie, jedyne co możesz robić, to obserwować. W późniejszym wieku stronność będzie coraz bardziej zauważalna. Około 2. roku życia ustala się praworęczność, leworęczność dopiero, gdy dziecko ma 4-5 lat.

 

Czy nasze dziecko jest leworęczne możemy ustalić metodą domowej obserwacji:

    Którą rączką dziecko je?

    Którą rączką się czesze?

    Którą rączką myje zęby?

    Którą rączką sięga po przedmioty?

    Którą rączką układa klocki?

    Którą rączką rzuca i łapie przedmioty?

Twoje dziecko jest leworęczne? Nie denerwuj się i nie próbuj go przestawiać na prawą rękę, przyniesie mu to więcej szkody niż pożytku. Jeśli nie ma problemów motorycznych, nie potrzebna będzie żadna wizyta u specjalisty. Natomiast, jeśli ma trudności w nauce pisania, rysowania prawdopodobnie trzeba będzie skonsultować się z poradnią pedagogiczną bądź psychologiczną. W trakcie badania przejdzie szereg rutynowych testów pozwalających określić lateralizację ręki, nogi, oka, ucha. Być może zostaną zalecone ćwiczenia rekompensacyjne (prowadzone w szkole lub indywidualnie w domu).

Jak pomóc dziecku leworęcznemu?

Świat praworęcznych sprawia czasem trudności dzieciom leworęcznym, dlatego istotne jest, aby im pomóc w przystosowaniu się. Stworzenie atmosfery akceptacji i zrozumienia ewentualnych trudności, motywacja do pracy, w szczególności do dodatkowych ćwiczeń rekompensacyjnych to zadania dla rodziców.

W okresie przedszkolnym bardzo ważne jest, aby opiekunowie odpowiednio przygotowali dziecko do roli ucznia, wymaga to od nich osobistego zaangażowania. Powinni oni codziennie czytać dzieciom, zachęcać do zabaw pobudzających wyobraźnię, rozwijających myślenie, mowę, wspólnie poznawać świat i przyrodę, także w zajęciach manualnych. O leworęczności trzeba powiedzieć nauczycielowi czy przedszkolance, aby mogli oni przygotować odpowiednie miejsce pracy dla naszego dziecka.

Nauka pisania i rysowania

Dzieci rozpoczynające naukę w szkole posiadają już umiejętności ruchowe konieczne do wyćwiczenia umiejętności płynnego pisania. Niestety, nie zawsze są one właściwie wykorzystywane w nauce pisania – dowodzą wyniki badań specjalisty od sensomotoryki, eksperta marki STABILO Doktora Christiana Marquardt’a.

 

Aby pomóc dziecku w nauce pisania, przygotuj dla niego miejsce pracy:

   - światło powinno padać na biurko z prawej strony

    - dziecko powinno siedzieć z lewej strony biurka

    - zakup odpowiednich dla dzieci leworęcznych przyborów szkolnych

   -  początkowo dziecko powinno uczyć się pisać ołówkiem.

W trakcie nauki trzeba zwrócić uwagę na:

  -   odpowiedni chwyt pióra, ołówka - powinno się go trzymać w trzech palcach: między kciukiem i palcem środkowym, zaś palec wskazujący naciska ołówek od góry, drugi koniec ołówka powinien być skierowany ku lewemu ramieniu

   -  ułożenie zeszytu i ręki - zeszyt powinien leżeć po lewej stronie osi ciała dziecka (ręka lewa podczas pisania zbliża się od strony lewej do osi ciała), ukośnie, jego górny lewy róg powinien być skierowany ku górze blatu)

   -  odpowiednia pozycja ciała - obie stopy oparte o podłogę, plecy wyprostowane

   - podczas pisania palce powinny znajdować się poniżej liniatury.

W nauce pisania i rysowania ważne jest, aby dziecko używało przyborów przeznaczonych dla leworęcznych.

I ostatnia porada: przede wszystkim motywuj dziecko i wspieraj. Spraw by ewentualne niepowodzenia w nauce nie były powodem stresu lub niechęci dziecka. Spraw by z Twojego dziecka wyrósł pewny siebie dorosły człowiek.

W Anglii powstała Światowa Organizacja Kluby Leworęcznych, która ustanowiła 13 sierpnia Międzynarodowym Dniem Leworęcznych. Pamiętajcie zatem, aby tego dnia złożyć życzenia wszystkim leworęcznym!

Twoje dziecko jest leworęczne? Jak widzisz, dziś to żaden problem. Nie martw się, to niepotrzebne.

-----

Artykuł przygotowany przez Annę Kusak

źródło : superkid.pl

 


 

Jak uczą się małe dzieci

„Lata dziecięce są górami, z których rzeka bierze swój początek.”

- Janusz Korczak

 

Dzieci rodzą się z potężną umiejetnością uczenia się. Pierwsze lata życia stanowią apogeum możliwości umysłowych człowieka. Wówczas rozwijają się zmysły, pamięć, zdolność komunikowania się z otoczeniem za pomocą gestów oraz mowy. Jest to okres najbardziej intensywnych zmian i najintensywniejszego rozwoju. Już nigdy później człowiek nie jest w stanie przyswoić sobie tak ogromnej ilości informacji oraz zdobyć tak wiele nowych umiejętności, w tak krótkim czasie. W dzieciństwie także kształtują się cechy osobowości, sprawność umysłowa oraz zdolności potrzebne do uczenia się w przyszłości, kiedy nauka przestaje już być spontaniczna. Warunki, jakie zostaną stworzone dziecku do odpowiedniego rozwoju, mają ogromny wpływ na ukształtowanie się tych cech.

Zabierajmy dziecko w różne nowe miejsca, nawet gdy wydaje nam się, że jeszcze bardzo niewiele rozumie. Zmiana miejsca, nowe widoki, inny krajobraz, mają bardzo duży wpływ na postrzeganie świata już przez maluszki, a w starszym wieku odgrywają ogromną rolę w rozwoju i poznawaniu świata. Ważne jest, aby zachęcać dziecko do poszukiwania własnych rozwiązań problemów oraz do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na pytania. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zostawić dziecko z problemem czy odpowiadać mu: "sam sobie poszukaj". Naszą rolą jest wskazanie, gdzie można szukać odpowiedzi, czy podpowiedzenie możliwości rozwiązania problemu.

Należy pamiętać, że dzieci są doskonałymi obserwatorami. Poprzez obserwację uczą się nie tylko poznawać świat, ale także przejmują nasze postawy i nastawienie do życia. Jeżeli rodzice nie wykazują aktywności w poznawaniu świata, nie przejawiają żadnych zainteresowań, to niestety taką postawę bedą też przyjmować dzieci. Jeśli dziecko obserwuje rodziców aktywnych, wykazujących zainteresowanie światem, nowymi przedmiotami, z dużym prawdopodobieństwem będzie kopiować takie podejście do życia.

 

Ja chcę mówić!!

 

W wieku przedszkolnym, obok zmysłowego poznawania świata, pojawia się poznawanie za pomocą mowy. Jednak zanim do tego dojdzie, dziecko musi nauczyć się mówić, co nie jest procesem prostym ani łatwym. Tutaj również ogromną rolę odgrywa umiejętność dziecka do naśladowania. Dziecko uczy się nowych słów, ich wymowy i znaczenia, poprzez naśladownicwto dorosłych. Jeśli dziecko przebywa w towarzystwie osób, które dużo ze sobą rozmawiają, dużo mówią do dziecka, rozwój mowy przebiega szybciej i sprawniej. Dziecko poprzez mówienie, a wcześniej gaworzenie, czuje się członkiem grupy i chce się z nią komunikować. Jednocześnie mówienie sprawia dziecku przyjemność samo w sobie, jak zresztą uczenie się i doskonalenie innych umiejętności. Dziecko chętnie powtarza każdą nową sylabę, każde nowe słowo. Na tym etapie tworzy także swoje własne wyrazy o konkretnym znaczeniu i często potrafi bardzo się zdenerwować, gdy nie rozumiemy co chce nam powiedzieć.

 

Gdy dziecko już nauczy się mówić, mowa zaczyna byc kolejnym środkiem do uczenia się innych rzeczy, do poznawanie świata. Dziecko rozumie co do niego mówimy i zaczyna zadawać pytania. Dzięki temu dociera do niego coraz więcej informacji, które z ogromną szybkością i trwałością są przyswajane. Dziecko zaczyna tworzyć swoje teorie dotyczące różnych zjawisk. Na podstawie gromadzonego doświadczenia i wiadomości, buduje własny obraz świata.

 

Pozwól mi się bawić

 

W procesie uczenia się dzieci nie wolno zapominać o kluczowej roli jaką odgrywa zabawa. Zabawa jest tak istotnym elementem życia dziecka, że została uznana przez Organizację Narodów Zjednoczonych za jedno z praw dziecka.

 

Coraz więcej rodziców zapewnia dzieciom tzw. zorganizowane formy zabawy, zapisując je na zajęcia plastyczne, taneczne, sportowe itp. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, takie formy zorganizowanej aktywności pomagają rozwijać zdolności dziecka, pozwalają na spędzenie czasu w grupie rówieśników. Nie można jednak zapomnieć o niezmiernie istotnej roli swobodnej zabawy, w której to dziecko decyduje o jej przebiegu oraz tematyce. Zabawie w grupie innych dzieci, ale też i zabawie samotnej.

 

Zabawa umożliwia wielostronny rozwój dziecka. Budowanie z klocków uczy wyobraźni przestrzennej, układanie puzzli ćwiczy pamięć, wyobraźnię i spostrzegawczość, zabawy na powietrzu sprzyjają rozwojowi fizycznemu.

 

Ogromne znaczenie w rozwoju dziecka mają tzw. zabawy "na niby": rozwijają one min. : kreatywność i wyobraźnię. Dziecko wchodzi "w rolę" innej osoby: lekarza, nauczyciela czy kierowcy, tworzy odpowiednie do sytuacji dialogi, odpowiednio przygotowuje przestrzeń do zabawy, urządzając salę szkolną, gabinet lekarski czy kabinę ciężarówki pod stołem lub przy pomocy koca i krzesła. Dziecko, bawiąc się z innymi dziećmi, uczy się porozumiewania w grupie, prowadzenia rozmowy, odpowiedniego wyrażania się w zależności od tego, czyją rolę dziecko odgrywa.

 

Przeprowadzone badania naukowe potwierdzają także związek pomiędzy zabawą "na niby" (symboliczną), a rozwojem umiejętności czytania i pisania. Im więcej możliwości zabawy symbolicznej, tym łatwiej następuje nauka czytania i pisania. Zabawy "na niby" angażują dzieci w ten sam rodzaj myślenia tzw. reprezentacyjnego, który potrzebny jest we wczesnych fazach czytania i pisania.

 

Co bardzo ważne: choć uczenie się podczas zabawy jest bardzo efektywne, dziecko uczy się, nie zdając sobie sprawy z tego, że się uczy. Maluch zaabsorbowany ustawianiem wieży z klocków nie jest motywowany potrzebą czy chęcią nauczenia się zasad rządzących konstrukcjami przestrzennymi. Nauka jest produktem ubocznym jego zabawy i ogólnie rzecz ujmując, nie jest jej celem z perspektywy dziecka.

 

Choć, jak wspomniałam powyżej, ważna jest spontaniczna zabawa dzieci, bez udziału dorosłych, nie oznacza to, że nie powninniśmy w żaden sposób ingerować w tę aktywność dziecka. Naszym zadaniem jest zapewnić mu odpowiednie warunki do zabawy, czyli miejsce oraz przedmioty do tego służące, a czasem podsunąć pomysł, co można zrobić z kartki papieru oraz do czego jeszcze można użyć garnka lub plastikowej miski. Dzieci maja ogromną wyobraźnię, lecz czasami trzeba odrobinę pomóc dziecku nauczyć się ją wykorzystywać.

 

Dzieciństwo - fundament pod dorosłość

 

Według psychologa Erika Eriksona, w dzieciństwie powinny ukształtować się jedne z najbardziej istotnych cech osobowości. To z dzieciństwa powinniśmy wynieść zaufanie do świata i siebie samego, wiarę we własne możliwości, poczucie samodzielności, potrzebę działania i odkrywania nowych rzeczy, świadomość własnej wartości. Cechy te stanowią podstawę stałego rozwoju dziecka i jego sukcesów zarówno w edukacji szkolnej jak i późniejszym życiu. Dlatego tak istotne jest, aby odpowiedzialnie i świadomie wykorzystać ten okres w życiu dziecka i zapewnić mu możliwie najlepszy start w dorosłość.

 

Artykuł przygotowany przez:

mem Pracownia rozwoju zdolności poznawczych

źródło :superkid.pl

 

 


 

Ile telewizji dla dzieci?

         Kilka lat temu Disney stworzył serię programów na DVD, które miały wspomagać kreatywność malutkich dzieci – nazwali to “Baby Einstein”. Miało być tak wspaniale. Sadzasz swojego synka lub córeczkę w wieku do 2 lat przed telewizorem i nie dość, że masz spokój, to jeszcze błogą świadomość, że robisz mu prezent na przyszłość – będzie mądrzejszym człowiekiem. Może nawet Einsteinem!

 

Co się okazało? Badania nad rozwojem dzieci i tym co wpływa pozytywnie, a co negatywnie na ten rozwój pokazały, że oglądanie telewizji w przypadku najmłodszych dzieci źle wpływa na umiejętność skupiania uwagi, zrozumienie słów i pamięć w przyszłości.

Zespół z Uniwersytetu Waszyngtońskiego ustalił w badaniach, że dla każdej godziny dziennie spędzonej na oglądaniu telewizji i płyt edukacyjnych (również wspomnianego Baby Einstein) – dzieci w przyszłości miały gorsze słownictwo. Miało to największy wpływ na maluchy w wieku 8 do 16 miesięcy, kiedy tworzą się umiejętności językowe. Zależność była bardzo bezpośrednia – im więcej oglądały, tym mniej znały słów.

Najmocniejszy akcent tej historii pojawił się teraz – Disney ogłosił, że zwraca pieniądze wszystkim, którzy zakupili to video w ciągu ostatnich pięciu lat.

 

            No więc jak to jest z tą telewizją – można, czy nie można? Dzieci poniżej 2 latek telewizji w ogóle nie powinny oglądać. A co ze starszymi dziećmi? Począwszy od wieku 3 lat zalety oglądania zaczynają przeważać nad wadami. Przy ilości oglądania do max. 2 godzin dziennie wartościowych materiałów (edukacyjnych + rozrywkowych dostosowanych do wieku) widać pozytywne efekty dla późniejszego rozwoju dzieci.

 

Wniosek może być tylko  jeden - czytajmy dzieciom książki, czytajmy im bajki na dobranoc. To wspaniały, wspólnie spędzony czas, który na dodatek zaprocentuje mądrzejszymi i lepszymi ludźmi w przyszłości!

 

Autor:Paweł Księżyk

źródło :superkid.pl


 

Często pouczamy nasze dzieci - rób to, nie rób tamtego, zrób to tak, zrób to inaczej... Cała lista nakazów, zakazów, rad i pouczeń. A zastanawiałeś się kiedyś, co Twoje dziecko chciałoby powiedzieć Tobie? Nie? To poczytaj...

 

Jeśli lista wyda Ci się zbyt długa, to pomyśl sobie, ile zakazów i nakazów dziennie TY dajesz swojemu dziecku? Pomnóż to przez 7 dni w tygodniu, przez 4 tygodnie w miesiącu i to jeszcze przez 12 miesięcy w roku. Przyznaj, że ta lista poniżej to naprawdę drobiazg ;) . A tak całkiem serio - zrób mały rachunek sumienia i zastanów się, na które z poniższych próśb bywasz czasem głuchy...

 

............................

 

    NIE psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

    NIE bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję - poczucia bezpieczeństwa.

    NIE bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko Ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

    NIE zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

    NIE chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

    NIE wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

    NIE przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że Cię nienawidzę. To nie Ty jesteś moim wrogiem, lecz Twoja miażdżąca przewaga.

    NIE zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć Twoją uwagę.

    NIE zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed Tobą bronić i robię się głuchy.

    NIE dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie stłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

    NIE zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

    NIE sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

    NIE bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w Ciebie.

    NIE odtrącaj mnie, gdy dręczę Cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić Cię o wyjaśnienie, poszukam ich gdzie indziej.

    NIE wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

    NIE rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na Twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

    NIE wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet Ci się nie śniło.

    NIE zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

    NIE bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób co możesz, żeby nam się to udało.

    NIE bój się miłości. NIGDY.

 

-----

Tekst anonimowy

tłum. Filip Łobodziński

źródło superkid.pl

 

 


Wyrażanie emocji, dlaczego to takie ważne?

 

Jedną z umiejętności, którą dziecko powinno nabyć, zanim stanie się dorosłe, jest wyrażanie emocji. Zarówno tych pozytywnych, jak radość, podziw, zaufanie, jak i negatywnych, jak złość, strach czy smutek. Emocje są nieodłącznym elementem naszych przeżyć, towarzyszą nam na każdym kroku. Ale niestety nie wszyscy nauczyli się je okazywać w dzieciństwie, co w wieku dorosłym może sprawić nie lada problem. Dlaczego? Jakie znaczenie ma wyrażanie emocji? W jaki sposób pomóc dziecku (a także dorosłemu, który ma z tym trudności) je okazywać?

 

Wyrażanie emocji

Każdy z nas odczuwa w swoim życiu różnorakie emocje. Są one związane z naszymi reakcjami na doświadczane  na co dzień sytuacje. Emocje pojawiają się i odchodzą. Nie są częścią nas, ale etapem, przez który musimy przejść w danej chwili. Tłumienie ich w sobie, negacja tego, co odczuwamy, sprowadza się w dużej mierze do negacji samego siebie. To, co przeżywamy, ma prawo bytu i nie istnieje żaden powód, żeby nie pozwolić mu wydostać się na zewnątrz. Kiedy akceptujemy i wyrażamy swoje emocje, akceptujemy samych siebie. W ten sposób potwierdzamy własną wartość w swoich oczach i w oczach innych. Co zrobić z emocjami, które nas zalewają? Wysłuchać je, zaakceptować i wyrazić. W przeciwnym razie, nasza ufność w siebie i nasza równowaga psychiczna mogą ulec zachwianiu. Szczególnie w sytuacjach, kiedy jesteśmy emocjonalnie wrażliwsi, bo, na przykład, przechodzimy uczuciowy kryzys, z którym nie umiemy sobie poradzić. Nagromadzone emocje wydostaną się na zewnątrz ze zwiększoną siłą, osłabiając nas jeszcze bardziej.

 

Gniew jako usprawiedliwiona emocja

Jedną z emocji, którą wiele osób stara się tłumić, jest gniew. Potocznie uznaje się, że umiejętność opanowania gniewu jest zaletą, bo stanowi o naszej samokontroli. Jest to cecha dość wysoko cieniona w naszym społeczeństwie, gdzie skuteczność i powściągliwość w każdej sytuacji są postrzegane jako atut. Niestety, o tym się nie mówi, ale tłumienie gniewu zmniejsza poczucie własnej wartości. Dlatego też dzieci potrzebują nauczyć się go okazywać. Nie chodzi oczywiście o bycie agresywnym czy o stosowanie przemocy. Chodzi o zdrowy gniew, który jest usprawiedliwionym wyrazem naszego odczucia i prośbą o reperację za to, czego się doświadcza.

 

Płacz i odzyskiwanie równowagi

Dzieci często płaczą. Z ważnych i mniej ważnych powodów, w przekonaniu dorosłych. Powszechną reakcją rodziców jest pocieszanie ich: „Nie płacz, nic się nie stało, to zaraz przejdzie.” Płacz pomaga obniżyć napięcie, które towarzyszy emocjom. Płacz jest symptomem emocji. Danie im upust, poprzez płacz, pozwala odzyskać równowagę. Może on być także znakiem wcześniejszych emocji, które nie wydostały się na zewnątrz. Co wiec zrobić, jeśli dziecko płacze? Zamiast pocieszać je, wysłuchać. Nie pytać, dlaczego płacze, ale poprosić o opowiedzenie, co się stało, co czuje. Dziecko nie jest bowiem w stanie odpowiedzieć na pytanie „dlaczego”, szczególnie w chwili silnych emocji. Nie potrzebuje ono także naszej sugestii, jak go rozwiązać, bo samo może do tego dojść. Przytłuczone emocjami, dziecko potrzebuje, żeby jego emocje zostały usłyszane.

 

Rola rodziców

Na czym polega rola rodziców w doświadczeniach dziecka z emocjami? W pierwszej kolejności, na udzieleniu zgody na wyrażanie emocji. Najlepiej dając przykład, pokazując emocje, akceptując własny gniew, smutek, strach, a także radość, podniecenie, podziw. Rodzice są obecni przy dziecku, żeby pomóc mu zaakceptować i wysłuchać wyrażane emocje. Pomagają mu je nazwać. Oddramatyzują sytuacje, podając przykłady czy przywołując własne wspomnienia. Dodają sił, przypominając dziecku, że już kiedyś przez coś takiego przeszło i udało mu się to przezwyciężyć.  Opisują, co się wtedy wydarzyło, razem z dzieckiem wyjaśniają, co ono czuło, co się potem wydarzyło, jak poczuło się potem. Tym samym, rodzic przygotowuje dziecko na stawienie czoła innym, nowym bogatym w emocje sytuacjom, przez które przyjdzie mu przejść w przyszłości.

 

Dojrzałość emocjonalna

Emocje są naszą codziennością. Naszą i naszych dzieci. Nauczenie się z nimi żyć jest ważnym programem, niezbędnym do osiągniecia dojrzałości emocjonalnej. Przeżywanie emocji we właściwy dla siebie sposób pomaga zapewnić równowagę psychiczną i przyczynia się do kształtowania u dziecka poczucia własnej wartości. Dlatego tak ważne jest towarzyszenie dziecku w odkrywaniu emocji i radzeniu sobie z nimi najlepiej jak jest to możliwe.

Źródło : Isabelle Filliozat „W sercu emocji”

 


 

Wpływ muzyki na rozwój dzieci

Nikt już dzisiaj nie kwestionuje, że muzyka wpływa na nasze nastroje i emocje, uspokaja, poprawia nastrój i rozładowuje stres, albo irytuje, pobudza agresje. Okazuje się, że poprzez muzykę bardzo wcześnie możemy wspierać i stymulować zmysły dzieci, a przez to rozwijać ich wrodzone talenty.

 

Odpowiednio dobrana muzyka pozytywnie oddziałuje już na dziecko  w łonie matki, które od dwudziestego szóstego tygodnia słyszy rytm i melodię!

 

Naukowcy, m.in. otolaryngolog prof. Alfred Tomatis, którzy badali wpływ muzyki na człowieka stwierdzili, że muzyka stymuluje rozwój mózgu i układu nerwowego. Muzyka słuchana w dzieciństwie ma wpływ na odbieranie bodźców dźwiękowych w ciągu całego życia, pomaga budować neuronalne drogi, które mają wpływ na naukę języków (także obcych), rozwój pamięci i poczucia przestrzeni. Odpowiednia muzyka poprawia koncentrację, powoduje wzrost kreatywności i zapamiętywania, ułatwia naukę czytania i pisania, podwyższa motywację, opóźnia objawy zmęczenia, harmonizuje napięcia mięśniowe, poprawia koordynację ruchową.

 

Terapeuci polecają wszystkim codzienne słuchanie muzyki. Okazało się, iż najlepiej stymulują mózg utwory Mozarta (stad termin "Efekt Mozarta" wprowadzony przez Dona Campbella) i chorał gregoriański - poprawiają także pamięć i koncentrację. Muzyka baroku - Vivaldiego, Telemanna, Bacha - wspomaga i przyspiesza proces przyswajania wiedzy. Utwory Beethovena, Vivaldiego, Straussa harmonizują i integrują rytm pracy serca i mózgu.

 

Tym, którzy mają problemy ze słuchaniem muzyki klasycznej poleca się korzystanie z dźwięków natury - śpiewu ptaków, szumu wodospadu, potoku górskiego, fal morskich.

 

Dzieci mogą słuchać odpowiedniej muzyki podczas zabawy lub odrabiania lekcji. Najmłodsze chętnie zasypiają przy kołysankach. Bada się także wpływ muzyki podczas snu, a dotychczasowe wyniki zachęcają także do takiej formy stymulowania naszego mózgu i układu nerwowego.

-----

Autor: Beata Kołodziejczyk

KREATYWKA - Pracownie Dziecięcych Marzeń- rozwojowe zajęcia z muzyką dla niemowląt i małych dzieci, Koncerty Dziecinnie Proste   (fem)portal ekobiety.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

 


 

Wielka moc bajek

 

 

Bywa, że dziecko czegoś się boi lub czymś martwi, a Ty nie wiesz, jak mu pomóc. Prawdziwym ratunkiem okazuje się specjalnie skonstruowana bajka. Przedstawię kilka wskazówek, które ułatwią tworzenie bajek pomagających rozwiązać problemy Twojego dziecka. Siła tkwiąca w terapeutycznych bajkach bazuje na następujących przesłankach:

 

1. Moc wyobraźni

 

Od wieków wyobraźnia i wyobrażenia były istotnymi źródłami mądrości, uzdrawiającej siły dla kogoś, kto miał problemy. Należy pamiętać, że umiejętności wizualizacyjne i wyobrażeniowe człowieka są ogromne. Jest to jedna z cech, która różni gatunek ludzki od innych istot żywych. Wyobraźnia wpływa na naszą fizjologię (np. wyobrażając sobie cytrynę powodujemy, że następuje wydzielanie śliny i jej napływanie do ust) oraz reakcje emocjonalne (np. wyobrażenie sobie, że ktoś, kogo kochamy choruje, powoduje autentyczne pogrążenie się smutku z tego powodu). Moc wyobraźni jest ogromna, nie sposób jej przecenić.

 

2. Odwrażliwianie

 

Odwrażliwianie jest jedną z technik behawioralnych, polegającą na uczeniu się reagowania na lękotwórczy obiekt (np. pająka) odprężeniem, a nie paniką. Odwrażliwianie może odbywać się dzięki wyobrażeniom.

Warto przypomnieć, że strach wywołany określonym obiektem jest naturalną reakcją u dzieci z danej grupy wiekowej - noworodki boją się utraty fizycznego wsparcia, nagłych i głośnych dźwięków; 8-miesięczne dzieci najbardziej boją się rozstania z mamą; w 2-letnich dzieciach strach może wywoływać spłukiwanie sedesu, wypuszczanie wody z wanny; 3-letnie dzieci boją się postaci z wyobraźni; 4-letnie dzieci strachem napełnia ciemność.

 

3.Modelowanie

 

Kolejna z technik behawioralnych, która polega na uczeniu przez demonstrowanie. Model prezentuje sposób radzenia sobie z problemem, aktualnie przeżywanym przez dziecko. Modelowanie może polegać na rzeczywistym pokazie lub na wyobrażeniu sobie konkretnej sytuacji. Kiedy dziecko wyobraża sobie osobę, która z powodzeniem wychodzi z trudnej dla siebie sytuacji, samo nabiera wiary, że jemu także się uda, ponadto uczy się, jak sobie poradzić z danym problemem.

 

4. Identyfikacja

 

Utożsamianie z bohaterem bajki pozwala na przejęcie jego zachowania, które doprowadziło do rozwiązania danego problemu w określony sposób.

 

 

Tworzenie bajki i korzyści z niej płynące:

 

Dziecku trudno mówić o swoich problemach. Nie potrafi zwrebalizowac swojego strachu, a czasem nawet go rozpoznać. Może też obawiać się, że jeśli wyrazi strach słowami, wówczas on się nasili (dziecko stosuje w tym wypadku "magiczne myślenie"). Spójrz na świat oczami swojego dziecka.

 

Bohater bajki musi być bardzo podobny do Twojego dziecka, ale nie może być nim. Przede wszystkim należy zmienić imię głównej postaci opowiadania, zabieg ten da dziecku poczucie bezpieczeństwa. Inne szczegóły z życia dziecka powinny być bardzo bliskie oryginału (np. opis pokoju, zabawek, itp.) lub zgodne z nim całkowicie (np. wiek). Bohaterem bajki może też być zwierzątko, które dzielnie radzi sobie z określonymi trudnościami (najlepiej bliskie dziecku lub podobne do niego). W każdym z przypadków dziecko powinno identyfikować się z bohaterem bajki.

 

Poczucie bezpieczeństwa wywołane przeświadczeniem, że jakaś sytuacja nie zdarzyła się mi (dziecku), tylko komuś innemu, sprawia, że można ją przemyśleć, zbliżyć się do niej, lepiej zrozumieć samą sytuację oraz uczucia jej towarzyszące.

 

Słuchanie o przeżyciach kogoś, kto doświadcza czegoś podobnego jest pocieszeniem. Dziecko zyskuje przekonanie, że nie jest samo, nie tylko ono przeżywa dany problem.

 

Działanie terapeutyczne ma już samo spędzanie czasu z rodzicami. Niezależnie od treści historii, dziecko doznaje uczucia przyjemnej, uspokajającej bliskości z jednym z rodziców. Treść opowiadania pomaga dziecku w pokonywaniu kłopotów, a jednocześnie wzmacnia więź pomiędzy dzieckiem i rodzicami.

 

Opowiadanie powinno być bliskie temu, co dzieje się w życiu dziecka, jego zakończenie zależne jest od wyobraźni rodzica. Istotne jest, aby zakończenie bajki było pozytywne (należy dać dziecku nadzieję, że zdoła znaleźć wyjście ze swoich kłopotów). Dziecko, które nie wierzy, że uda mu się rozwiązać dany problem, nie znajdzie motywacji do wysiłku, żeby coś zmienić, podda się.

 

Droga do pozytywnego zakończenia bajki będzie z pewnością inna w każdej historii. Musi to być coś, co Wasze dziecko będzie mogło przyjąć i wykorzystać (może wynikać z praktycznej techniki - np. odwrażliwiania, może też wynikać z wiedzy, np. że nawet ogromny smutek z czasem osłabnie i stanie się możliwy do zniesienia).

Dziecko może wykorzystać to, czego się nauczyło na podstawie jednej z bajek i posłużyć się tą wiedzą w wypadku innych trudności.

 

Pamiętaj, że odpowiednio skonstruowana bajka jest bardzo skuteczna, pozwala dziecku dowiedzieć się czegoś o sobie i swoich problemach. Dzięki bajce dziecko czuje się silniejsze, przekonuje się, że ma wsparcie i jest rozumiane przez najbliższą sobie osobę - przez rodzica.

 

 

Literatura:

D. Brett, "Bajki, które leczą", GWP, Gdańsk 2007

M.Molicka, "Bajki terapeutyczne", Media Rodzina, Poznań 1999

 

 


 

Opowiadania dla dzieci związane z tematyka ekologiczną - do poczytania przed snem i nie tylko:

 

Dlaczego musimy chronić ziemię

http://images.dlaprzedszkoli.eu/przedszkolecekow/dlaczego-musimy-chronic-ziemie-1.pdf

 

Opowieść sympatycznego lasu

http://images.dlaprzedszkoli.eu/przedszkolecekow/opowiesci-sympatycznego-lasu-9-printout-1.pdf

 


Nauka pisania

Różnica między nauką pisania i czytania jest spora. Czytania można nauczyć już bardzo małe dzieci. Nawet dwulatki są w stanie rozpoznawać wyrazy po uprzednim treningu. Z nauką pisania jest zupełnie inaczej. Jest to długofalowa praca. Małe dzieci nie mają odpowiednio wykształconej sprawności rąk (tzw. motoryki małej) oraz współpracy ręka - oko (koordynacji wzrokowo-ruchowej), by mogły zacząć pisać. Początek pracy nad nauką pisania przypada wcześnie, ok. 3 roku życia dziecka, jednak na początku jest to zabawa i ćwiczenia całego ciała. Na efekty tej pracy trzeba poczekać kilka lat.

 

Nauka pisania - na co zwrócić uwagę przed podaniem dziecku długopisu?

 

Obecnie coraz więcej dzieci, które osiągnęły wiek szkolny nadal nie nabywa tych umiejętności. Dlatego opiekunowie powinni obserwować pociechy pod wieloma względami i starać się stymulować rozwój dziecka. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest niska sprawność ruchowa dziecka. Maluch nie lubi zabaw ruchowych, pokazywania w piosenkach (typu: “Głowa, ramiona, kolana, pięty” czy “Kaczuszki”), bywa niezgrabny. Jeśli do tego nie lubi schodów, huśtania na huśtawce, hałasu to koniecznie należy skonsultować to z terapeutą integracji sensorycznej, który sprawdzi, czy dziecko nie potrzebuje dodatkowej terapii.

 

Kolejnym czynnikiem, który wpływa na sprawność manualną jest umiejętność ubierania się i rozbierania oraz czynności samoobsługowe (jedzenie, picie, mycie, korzystanie z toalety). Jeżeli do tego dziecko często garbi się, ma nieprawidłową postawę, łatwo się męczy, to należy skorzystać z porady ortopedy dziecięcego, rehabilitanta lub fizjoterapeuty. Powyższe objawy mogą świadczyć o obniżonym napięciu mięśniowym. Dziecko, które przejawia kłopot z nabywaniem wyżej wymienionych umiejętności, wymaga ćwiczeń i szczególnego wsparcia przed rozpoczęciem nauki pisania. Pominięcie usprawniania ręki i podanie narzędzia pisarskiego za wcześnie może skutkować dużą niechęcią dziecka oraz pojawieniem się złych nawyków pisarskich (nieprawidłowego chwytu, szybką męczliwością ręki).

 

Od czego i kiedy zacząć naukę pisania?

Wstęp do nauki pisania powinien mieć miejsce na placu zabaw. To ćwiczenia usprawniające partie ciała, biorące udział w pisaniu. Wbrew pozorom nie dotyczy to tylko dłoni, lecz niemalże całego ciała. Zaczynamy w myśl zasady: im wcześniej, tym lepiej. Podczas wspinania się, zabawy w piasku, skakaniu, przechodzeniu przez przeszkody, turlaniu dziecko w sposób naturalny usprawnia wszystkie partie ciała - również te zaangażowane w pisanie, czyli miednicę, kręgosłup, obręcz barkową, rękę i dłoń. Świetnie sprawdza się także jazda na czterokołowym rowerku, hulajnodze. Taka zabawa rozwija także koordynację wzrokowo - ruchową. Poza tym kształtuje się także czucie własnego ciała, orientacja w przestrzeni. Są one niezbędne, żeby opanować pisanie. W przypadku starszych dzieci - 5-latków - zabawy ruchowe powinny być bardziej skomplikowane. Będą to, w zależności od pory roku, jazda na rowerze z dwoma kółkami, jazda na rolkach, nartach czy łyżwach. Należy pamiętać o znakomitym wpływie świeżego powietrza na myślenie i rozwój dziecka. Regularne wizyty w bawialniach, placach zabaw i piaskownicach znakomicie wpływają na wszystkie sfery rozwoju.

 

Ćwiczenia obręczy barkowej i ręki to kolejny etap w nauce pisania


Kolejnym etapem jest wzmocnienie obręczy barkowej. Tutaj sprawdzą się wszystkie ćwiczenia, w których angażujemy te partie ciała, tj. wymachy rękami w przód, w tył, rozmachy, rzucanie piłeczką, wspinanie po drabince, wyciąganie rąk w kierunku spadających baniek, ściąganie serpentyny zawieszonej wysoko, ściąganie skarpet z suszarki, zagarnianie na leżąco wyciągniętymi rękami klocków lego rozsypanych na podłodze, zabawa w taczki, malowanie po dużych arkuszach papieru.

 

Przed rozpoczęciem nauki pisania należy wyćwiczyć dłoń i palce

Następnie przechodzimy do ćwiczeń stymulujących precyzyjne ruchy ręki. Tutaj niezbędna będzie plastelina, piasek, groch itp. Zabawy są proste i przyjemne. To na przykład: wsypywanie ziarenek  grochu do butelki, zakręcanie i odkręcanie słoików, lepienie małych kuleczek z plasteliny, wyrywanie skrawków papieru, ściskanie gąbki, lepienie pierogów, zagniatanie ciasta z mąki i wody. Znakomitym ćwiczeniem jest także przewlekanie sznurówki przez dziurki w kartce. Należy pamiętać o właściwym kierunku: od lewej do prawej, z góry do dołu. Regularnie wykonywanym ćwiczeniem powinno być łapanie piłeczek lub papierowych kulek w szczypce do cukru lub sitko do zaparzania herbaty. Ćwiczenia palców: dotykanie każdym palcem do kciuka - zaczynamy do wskazującego, a następnie powtarzamy ćwiczenie zaczynając od najmniejszego paluszka, przyciskanie palcami kulek z plasteliny, wyklejanie obrazka kulkami z bibuły oraz wszystkie zabawy paluszkowe.

 

Koordynacja wzrokowo-ruchowa

Niezbędne są także ćwiczenia koordynacji wzrokowo - ruchowej, czyli współpracy oczu i rąk oraz opanowanie stron: prawa/lewa. Tutaj świetnie się sprawdzą: budowanie z klocków wg określonego schematu, układanie układanek, wyklejanie wydzieranek, rzucanie piłeczki do celu, dopasowywanie brakującego elementu do obrazka, gry w memory, układanie puzzli, wycinanie po śladzie.

 

Pozycja dziecka w trakcie pisania

Przy nauce pisania niezwykle istotna jest także pozycja dziecka. Często zostaje ona zaburzona na skutek nieprawidłowego ustawienia i doboru mebli. Należy pamiętać, żeby biurko było dobrze oświetlone. Jeśli nie ma możliwości ustawienia go przy oknie, to warto zadbać o dobrej jakości lampkę. Światło powinno padać z lewej strony dla dziecka praworęcznego oraz z prawej dla leworęcznego. Dziecko powinno siedzieć prosto, tak, by kąt prosty utworzył się w czterech miejscach: między łokciem a ramieniem (opartym na biurku), między brzuchem a udami, w kolanach: między łydkami a udami oraz między stopami opartymi o podłogę lub podpórkę a nogami.  Odcinek lędźwiowy powinien przylegać do krzesła. Jeśli biurko jest zbyt wysokie warto zadbać o krzesło z regulowaną podpórką na stopy. Najlepsze są krzesła, które nie mają kółek i nie obracają się. Ponieważ takie rozpraszają dziecko i uniemożliwiają stabilną pozycję.

 

Prawidłowy chwyt długopisu

Kolejnym etapem jest praca przy biurku. Będzie to kolorowanie, obrysowywanie, rysowanie i kreślenie szlaczków. Przedtem oczywiście trzeba zadbać o prawidłowy chwyt. Można wykorzystać krótką, wesołą bajkę: dwa paluszki okrążają długopis i dają sobie buziaka (kciuk i wskazujący),środkowy palec je podgląda, a serdeczny i malutki się chowają. W sklepach dostępne są także nakładki wymuszające prawidłowy chwyt, które zakłada się na kredkę bądź długopis.

 

Zaczynamy pisać

Ćwiczenia wprowadzające w pisanie, to kreślenie drogi w labiryncie, potem kolorowanie, rysowanie. Gdy dziecko sobie z nimi radzi, w wieku ok. 4 lat można zaproponować ćw. grafomotoryczne. Najpierw rysowanie po śladzie, kreślenie linii (z góry na dół i od lewej do prawej) - zgodnie z kierunkiem pisania, malowanie drobnych elementów, łączenie kropek i odwzorowywanie rysunków. Następnie przechodzimy do szlaczków. Początkowo szlaczki są duże. W myśl zasady stopniowania trudności powinny być coraz mniejsze, aż w końcu znajdą się w trzech liniach zeszytu. Początkowo łatwe, potem ich budowa powinna być nieco bardziej skomplikowana, aż w końcu będą one coraz bardziej przypominać litery. Szlaczki można rysować samemu w zeszycie w trzy linie lub skorzystać z gotowych zestawów do kupienia w księgarniach, albo wydrukować karty pracy udostępnione w Internecie. Należy pamiętać, aby zawsze zaczynać od lewej strony kartki. Następnie wprowadzamy literki. Każdą z liter dziecko musi napisać w linii wielokrotnie. Zarówno dużą literę, jak i małą.

 

Utrwalanie i pisanie ze słuchu

Aby dobrze utrwalić wprowadzaną literkę dobrze jest ją pisać w zeszycie, w kaszy, w piasku, wyklejać ją z plasteliny. Wyszukiwać w wyrazie, w tekście, wysłuchiwać w słowie. Takie oddziaływanie polisensoryczne (angażujące wszystkie zmysły) pozytywnie wpływa na proces uczenia się i zapamiętywania. Rozwija się wtedy także analiza i synteza głoskowa, które umożliwiają dziecku pisanie ze słuchu. Tę umiejętność można utrwalać rozwiązując rebusy i krzyżówki.

Podsumowując, naukę pisania zaczynamy wcześnie, ale do finalnego pisania trzeba poczekać do 5., 6. a nawet 7. r.ż. Ćwiczenia w początkowym etapie są dla dzieci wielka frajdą, sprawiają dużo przyjemności także dorosłym. Aby podobnie było i w końcowym etapie, nie należy niczego pominąć. Trzeba obserwować dziecko uważnie od początku, zwracać uwagę na trudności i skutecznie je eliminować. Wówczas dziecko będzie świetnie przygotowane a nauka w szkole nie sprawi mu kłopotu. Wręcz przeciwnie! Będzie zainteresowane i zmotywowane, by zdobywać i utrwalać nowe

Źródła:
1. Bartkiewicz Wioletta, Giczewska Aneta, Terapia ręki, Warszawa, 2014
2. Bogdanowicz Marta, Przygotowanie do nauki pisania, Gdańsk 2004.
3. Bogdanowicz Marta, Lewa ręka rysuje i pisze, Gdańsk, 2009
4. Hływa Renata Anna, 311 szlaczków i zygzaczków. Ćwiczenia grafomotoryczne usprawniające rękę piszącą, Gdańsk, 2004
5. Plec Aleksandra, Skoczylas Marzenna, 4-latek potrafi, Inowrocław, 2011
6. Plec Aleksandra, Skoczylas Marzenna, 5-latek potrafi, Inowrocław, 2010
7. Plec Aleksandra, Skoczylas Marzenna, Elementarz – ćwiczenia w pisaniu i czytaniu, cz.I i II, Inowrocław, 2009
8. Spionek Halina, Zaburzenia psychoruchowego rozwoju dziecka, Warszawa 1970
9. Opracowanie zbiorowe wyd. Harmonia, Zaczynam pisać litery, Gdańsk 2011
10. https://www.pstis.pl/pl/html/index.php?v2=block&str=podstrona_terapia

 

 

 

 


 

Zwyczaje i tradycje wielkanocne

Wielkanoc to najstarsze święto w Kościele Rzymskokatolickim. Obchodzimy je na pamiątkę Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa w dniu pierwszej niedzieli po pierwszej wiosennej pełni.

 

Ze świętem Wielkanocy wiąże się wiele religijnych obrzędów oraz kulturowych tradycji. Niektóre z nich zanikają, inne kultywujemy do dziś.

 

Obchody religijne

Wielkanoc rozpoczyna rezurekcja – jest to msza zaczynająca się wczesnym niedzielnym rankiem. W obrządku prawosławnym rezurekcję nazywa się jutrznią. Wielkanoc poprzedza Wielki Tydzień oraz Wielki Post, trwający czterdzieści dni. Podczas Wielkiego Postu w Kościołach odprawiane są Drogi Krzyżowe – są to nabożeństwa o charakterze adoracyjnym, które polegają na odtworzeniu drogi Jezusa Chrystusa na śmierć i złożenia Go do grobu.

Kolejnym obrzędem religijnym są Gorzkie Żale –  nabożeństwo ma najczęściej formę modlitwy eucharystycznej, odprawianej w okresie wielkiego postu, szczególnie w niedziele, ale również – zależnie od lokalnych zwyczajów – w inne dni (np. w czasie Triduum Paschalnego, zwłaszcza w Wielki Piątek).

 

Zwyczaje wielkanocne:

 

Wielkanocne jajo

To ono króluje na wielkanocnym stole. Jest symbolem życia i odrodzenia. Tradycja malowania jajek  i dzielenia się nimi sięga dalekiej przeszłości. W starożytności Persowie obdarowywali swoich bliskich jajami barwionymi na czerwono, robili to wiosną. Zwyczaj ten przyjęli od nich Grecy i Rzymianie. Rumuńskie przysłowie ludowe mówi:, „Jeśli my, chrześcijanie zaprzestaniemy barwienia jaj na czerwono, wówczas nastąpi koniec świata". Czerwonym pisankom przypisuje się moc magiczną – mają odpędzać złe uroki.

 

Święto lejka

Zwane też śmigusem-dyngusem lub lanym poniedziałkiem – to zabawa, którą wszyscy doskonałe znamy. Tego dnia można wszystkich i wszędzie bezkarnie oblewać. Kiedyś wierzono, że oblane w lany poniedziałek panny będą miały większe szanse na zamążpójście. A jeśli któraś się obraziła za oblanie, nieprędko miała znaleźć męża.

 

Palmy na szczęście

Wielki Tydzień rozpoczyna Niedziela Palmowa. Kiedyś nazywano ją kwietną lub wierzbną. Palemki są zrobione z rózgi wierzbowej, gałęzi bukszpanu, malin, porzeczek. Do ich ozdoby służą kwiatki, zioła, kolorowe piórka. Po poświeceniu palmy, w niektórych regionach Polski, istniał niegdyś  zwyczaj, który polegał na tym, że biło się nią lekko domowników, by zapewnić im szczęście na cały rok. Połkniecie jednej bazi z poświęconej palmy wróżyło zaś zdrowie i bogactwo. Palmy po przyniesieniu z Kościoła były umieszczane za obrazami lub wkładane do wazonów. Wierzono, iż  chroniły mieszkanie przed nieszczęściem i złośliwością sąsiadów.

 

Topienie Judasza

Kolejny ważny dzień Wielkiego Tygodnia to Wielka Środa. Dawniej istniał zwyczaj, iż młodzież topiła tego dnia Judasza. Kukła Judasza zrobiona ze słomy i przyodziana w stare ubrania, wleczona była na łańcuchach po całej okolicy. Przy drodze ustawiali się gapie, którzy okładali kukłę kijami. Na koniec wrzucano Judasza do stawu. W ten sposób wymierzano symbolicznie sprawiedliwość zdrajcy.

 

Wielkie grzechotanie

Po rezurekcji dawał się słyszeć dźwięk kołatek. Obyczaj ten stwarzał okazję do urządzania różnych psikusów. Dzieci biegały po okolicy z grzechotkami, hałasowały i straszyły przechodniów. Dziś w niektórych regionach Polski istnieje zwyczaj obdarowywania dzieci grzechotkami podczas Wielkiego Tygodnia.

 

Święconka

W Wielką Sobotę, czyli dzień przed Wielkanocą należy poświęcić koszyczek z jedzeniem. W koszyczku najczęściej znajdują się: baranek – symbol Chrystusa Zmartwychwstałego, mięso i wędlina – symbol kończącego się postu, chrzan – symbol goryczy męki Pańskiej, masło – symbol dobrobytu, oraz jajka – symbol narodzenia. Zwyczaj święcenia pokarmu zachował się prawie w całej Polsce do dziś.

Autorka tekstu: Elżbieta Ścióg

 


 

Jak spędzić czas z dzieckiem w domu?

Pamiętajmy, że nie musimy animować całego czasu dziecka – na co dzień też tego nie robimy. Dajmy mu przestrzeń do własnych działań – pytajmy, co ma ochotę zrobić. Malowanie, układanie wieży z klocków, czy ustawianie maskotek według wielkości, czy koloru to zajęcia, w które nie musimy się angażować. Musimy natomiast dać odczuć dziecku, że cały czas jesteśmy przy nim i nawet jeśli samodzielnie maluje, zainteresujmy się tym, co przedstawia rysunek czy jakich kolorów chce używać. To jest też doskonały moment na edukację dziecka poprzez najprostsze gry i zabawy, które doskonale znamy z naszych dziecięcych lat. „1,2,3 Baba Jaga patrzy” poćwiczy motorykę malucha, gra z piłką w „Kolory” pozwoli nauczyć dziecko kolejnych nazw barw (można wzbogacić grę nie tylko o kolory, ale także np. zwierzątka), zabawa ciepło- zimno ( poprzez chowanie jakiegoś przedmiotu )utrwali orientację w przestrzeni, a lepienie z masy solnej czy plasteliny rozwinie zdolności plastyczne i pozwoli usprawnić pracę małych rączek. Najważniejsza jest organizacja pierwszych dni z dzieckiem w domu. Jeśli od samego początku dołożymy wszelkich starań i utrzymamy codzienne rytuały oraz obowiązki np. (mycia rączek przed i po posiłku , mycia ząbków po obiadku,  sprzątania po sobie zabawek, dbania o czystość w pokoju itp.) to przejdziemy przez tę wyjątkową sytuację bez nadmiernego stresu dla malucha i dla nas samych.

 


 

Kiedy zgłosić się do poradni psychologiczno-pedagogicznej?

http://images.dlaprzedszkoli.eu/przedszkolecekow/kacik-dla-rodzicow.docx

 

W rozpoznawaniu i rozumieniu szczególnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych dziecka bardzo pomaga wizyta w poradni psychologiczno-pedagogicznej. To miejsce, w którym doświadczeni specjaliści służą swoją wiedzą: wszystko po to, aby umiejętnie wspierać Ciebie i Twoje dziecko – głównie, choć nie tylko, na etapie jego nauki szkolnej.

 

Zmiany społeczne w naszym kraju, szeroki dostęp do informacji, teoretycznie winien pomagać ludziom w przezwyciężaniu oporów i szukaniu pomocy u specjalistów, takich jak psycholog, logopeda, pedagog. Jak pokazuje praktyka nie zawsze udaje się przełamać stereotypy związane z pomocą, jaką oferuje poradnia. Mimo działań edukacyjnych, informacyjnych prowadzonych przez  nauczycieli placówek oświatowych  i pracowników poradni, w niektórych środowiskach ciągle pokutuje jeszcze pogląd, iż do psychologa dzieci idą za karę, bo źle się uczą, czy zachowują; po skierowanie do szkoły specjalnej, po opinię o dysleksji. Nadal u niektórych rodziców i dzieci jest to powód do wstydu. Rodzice mają obawy, że zostaną ocenieni negatywnie – jako ci, którzy nie radzą sobie z wychowaniem, czy też niezbyt dobrze wywiązują się z funkcji opiekuńczych. Dzieci boją się, że będą oceniane, krytykowane, że skoro idą do poradni to są gorsze od rówieśników.

 

Taka wizja poradni czasami zniechęca do korzystania z oferowanej przez nią pomocy. Zdarza się, że zarówno rodzice, jak i dzieci traktują tę wizytę jako wymuszoną, np. przez nauczyciela, który obserwując problemy dziecka  kieruje go do psychologa. Przychodzą więc pod presją, niechętnie, z silnym oporem albo nie zgłaszają się na umówione wizyty. Dlatego zależy nam bardzo, aby rodzice i dzieci mieli przekonanie, iż spotkają w poradni ludzi, którzy oferują im pomoc i wsparcie. Że psycholog, czy pedagog to nie ktoś, kto będzie ich oceniał w kategoriach „dobry – zły” a doradca, który postara się zdiagnozować problem i zaproponuje odpowiednią formę pomocy. Rodzice powinni być świadomi, iż każda wizyta jest ich wyborem, nie przymusem. To oni są opiekunami dzieci i mają decydujący głos w sprawie ich losów. To Wy rodzice musicie wyrazić zgodę na badanie dziecka. To od Was zależy, czy będziecie respektować zalecenia, czy przyjmiecie oferowaną pomoc.

Rodzice – pamiętajcie, że w Poradni nic nie stanie się wbrew waszej woli, czy ze szkodą dla dziecka. Zawsze, jeśli jesteście o tym przekonani – możecie odmówić badań, nie zgodzić się z  propozycjami poradni , natomiast  zadaniem specjalistów jest przekonać Was do współpracy i współdziałania.

Następny problem to kiedy zgłaszać się po pomoc. Czy wtedy, gdy dziecko ma już duże kłopoty w nauce, kiedy dopuści się nagannego czynu?, gdy występują już u niego silne zaburzenia nerwicowe ?

Oczywiście optymalna byłaby sytuacja, w której rodzice bacznie obserwując rozwój swojego dziecka reagują natychmiast, gdy coś ich niepokoi, ponieważ najważniejsza jest profilaktyka. Już w wieku przedszkolnym, a nawet wcześniej można zauważyć nieprawidłowości w rozwoju. Często takie uwagi zgłaszają rodzicom nauczyciele przedszkoli. Obserwując dzieci w różnych sytuacjach, w grupie rówieśniczej dostrzegają takie aspekty rozwoju dziecka, których mogą nie zauważyć rodzice. Mając doświadczenie mogą rodzicom zwrócić uwagę na to, co ich niepokoi i mogą zasugerować wizytę u specjalisty w celu rozwiania wątpliwości lub uzyskania rady – jak pracować z dzieckiem, by maksymalnie wykorzystać jego potencjał. Pomoc zapewniona wcześnie jest najbardziej efektywna. Dziecko ma szansę – właściwie prowadzone – wyrównać deficyty i prawidłowo funkcjonować w dalszym życiu.

Na przykład dzieci z wadami wymowy, deficytami w sferze percepcji wzrokowej czy słuchowej, małą sprawnością ruchową, gdyby objęte były wcześnie specjalistyczną pomocą być może nie miałyby problemów z nauką w szkole (np. dyslektycy) a również nie doszłoby do wtórnych zaburzeń emocjonalnych i społecznych (nerwicy szkolnej, wagarów, izolacji od rówieśników, agresji itp.) u takich dzieci.

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna oferuje pomoc dzieciom od 3 roku życia do momentu ukończenia edukacji szkolnej. Spektrum problemów, z jakimi możecie Państwo zgłaszać się do poradni jest szerokie: od problemów z nauką, poprzez zaburzenia rozwojowe, zaburzenia emocjonalne np. ADHD, zaburzenia zachowania przez problemy okresu dojrzewania, problemy adaptacyjne, konflikty w rodzinie itd. Wspierają również rozwój zainteresowań i uzdolnień dzieci. W poradni czekają na Państwa profesjonaliści, którzy zawsze chętnie służą pomocą i wsparciem.

Czy warto korzystać z ich usług? Odpowiedzcie Państwo sami.

 

 Pierwsza pomoc: jak (s)korzystać?

Do poradni może się zgłosić każdy rodzic z dzieckiem. Nie potrzeba do tego specjalnego skierowania – ani od nauczyciela przedszkola, pedagoga szkolnego, ani – tym bardziej – od lekarza rodzinnego. Poradnie zazwyczaj podlegają rejonizacji: zajmują się wsparciem dzieci i młodzieży z placówek edukacyjnych w danym rejonie. Aby dowiedzieć się, do jakiej poradni możemy się zgłosić, wystarczy zapytać o to nauczyciela czy szkolnego pedagoga, który na pewno dysponuje taką wiedzą lub samodzielnie sprawdzić tę informację w sieci. Większość tego typu placówek posiada już swoje strony internetowe, więc znalezienie odpowiedniej nie jest trudne.

Do wizyty w poradni warto przygotować zarówno siebie, jak  i dziecko. Warto pamiętać o tym, że wizyta jest przede wszystkim długotrwała i zwykle nie wystarczy jedna – terminy następnych wizyt ustalane są indywidualnie, w zależności od potrzeb. To pewien proces, który zaczyna się od wstępnej diagnozy. Spotkania zwykle odbywają się w obecności dziecka, rodziców, pedagoga i psychologa. Pierwsza wizyta jest typowo informacyjna – to wywiad z rodzicami, dlatego często nie jest konieczna obecność dziecka na tym etapie: specjalista przeprowadza szczegółowy wywiad, aby dowiedzieć się jak najwięcej o dziecku. Stawiane pytania dotyczą rozwoju dziecka, jego sfery emocjonalnej i społecznej. Niektóre poradnie zalecają, aby na pierwsze spotkanie przynieść dzieła dziecka – jego swobodne notatki czy rysunki. To cenny materiał badawczy dla ekspertów. Jeśli się taką posiada, warto przynieść również opinię nauczyciela przedszkola lub pedagoga szkolnego o dziecku.

Kolejnym etapem jest badanie z udziałem dziecka: zazwyczaj jest ono po prostu zabawą, np. rozwiązywaniem zagadek, łamigłówek, rysowaniem, pisaniem i czytaniem. Te czynności i sposób, w jaki dziecko je wykonuje, dostarczają specjalistom wiedzy na temat jego rozwoju. Również za ich sprawą dziecko zapamiętuje wizytę w poradni jako czas spędzony w przyjemny sposób. Badania   z dzieckiem odbywają się bez obecności rodzica: dzięki temu specjalista ma szansę nawiązać z dzieckiem indywidualny kontakt; dziecko zachowuje się w takiej sytuacji bardziej swobodnie, nie jest pod obserwacją rodzica i pokazuje siebie takim, jakim jest, a nie takim, jakim chce je widzieć rodzic. 

 

OMÓWIENIE WYNIKÓW

Po skończonej diagnozie psycholog i pedagog ponownie zapraszają opiekuna i omawiają wyniki badań. Określają przyczyny zgłaszanych trudności. Proponują możliwe formy pomocy. Jest to czas, w którym opiekun może zadać pytanie, poprosić o wyjaśnienie niezrozumiałych kwestii. Na pisemny wniosek rodzica diagności (w terminie do 30 dni) wystawiają pisemną opinię lub informację o wynikach przeprowadzonej diagnozy.                                       

Natura obdarzyła człowieka olbrzymimi możliwościami rozwoju. Dajmy szansę dzieciom, by mogły w optymalny sposób wykorzystać swoje możliwości i osiągnąć sukces jakkolwiek by go definiować.

Troska o dziecko jest pierwszym i podstawowym sprawdzianem stosunku człowieka do człowieka

- Jan Paweł II                                

 


 

O wirusie, który nosił koronę - opowiadanie o koronawirusie dla dzieci

autorką bajki jest psycholog Dorota Bródka we współpracy z psychologiem dziecięcym Aleksandrą Krysiewicz,

Podczas gdy nam, dorosłym dużo łatwiej przychodzi zapamiętanie pewnych faktów o koronawirusie, dzieci mogą mieć z tym problem. W nadchodzących dniach niektórym osobom trudno będzie wytłumaczyć pociechom, dlaczego muszą siedzieć w domu pomimo pięknej pogody i nadchodzącej wiosny i to właśnie dla Was moi drodzy napisałam opowiadanie o koronawirusie. Czasem łatwiej jest przekazać poważne treści za pomocą bajki i na trochę mniej poważnie:

 

Nie tak dawno temu, w odległym a jednocześnie bardzo bliskim nam królestwie, które można zaobserwować wyłącznie pod mikroskopem, mieszkało sobie mnóstwo złych rodzin wirusów. Niektóre z nich wyglądały jak poskręcane robaczki albo bryłki z wypustkami, inne jak śmieszne, pstrokate pałeczki, a jeszcze kolejne przypominały pająki z geometrycznymi głowami. Zadaniem każdej rodziny było wywołać chorobę u ludzi, roślin lub zwierząt, im okropniejszą i złośliwszą tym lepiej. Można powiedzieć, że wszystkie wirusy wręcz ścigały się ze sobą, która rodzina sprawi, że pochoruje się więcej żywych organizmów. 

 

- Haa! Ja sprawiłem, że myszy leciała dzisiaj krew z nosa! - chwalił się jeden.

- A ja, że Staś wymiotował i wymiotował, a potem bolała go głowa i brzuch! - przerwał mu kolejny.

- Przeze mnie uschły wszystkie kwiatki w ogrodzie! 

- To jeszcze nic! Ja wywołałem wysypkę na całym ciele Kasi i jej kota, tak swędziała i bolała, że Kasia aż się popłakała, a kot stracił połowę futra! - zaśmiał się czwarty z wirusów.

 

I tak na wyrządzaniu krzywdy i chorób mijały wirusom całe dni. 

 

W końcu, rodziny wirusów zaczęły się nudzić. Pryszcze, bóle mięśni, katar, grypa... Wszystko to już przecież było! Przechwałki wirusów przestały im sprawiać jakąkolwiek przyjemność. Zwołały więc w swoim królestwie wielkie zebranie, na którym postanowiły stworzyć najgorszego wirusa na świecie, żeby każdy bał się go tak, jak jeszcze żadnego innego przed nim. 

 

Wzięły ogromny kocioł i wsypały do niego całe mnóstwo złych składników. Wymieszały wszystko, trochę podgrzały i czekały. Po jakimś czasie z kotła wyszedł najbrzydszy wirus, jakiego kiedykolwiek widziały - cały szary i oślizgły, z czerwonymi gąbeczkami, obsypany pomarańczowymi wypryskami. Wszystkie wirusy były z siebie bardzo zadowolone - przed tak brzydkim wirusem, każdy na pewno będzie czuł strach! 

 

Wirus szybko podporządkował sobie pozostałe rodziny; był tak zły i bezwzględny, że nawet kazał sobie zrobić złotą koronę i zbroję, której nikt nie zdoła pokonać. Wkrótce po ich otrzymaniu, opuścił królestwo wirusów i ruszył w świat. Atakowanie śmiesznych, zielonych roślin wydało mu się niepotrzebne, więc zaczął szukać zwierząt. Najpierw na swej drodze spotkał małego nietoperza. Dotknął go i sprawił, że nietoperz zaczął mocno kaszleć i wcale nie mógł latać. Następnie zainfekował całą jego rodzinę, która musiała spędzić długie tygodnie w jaskini.

 

Koronawirusowi podobało się u nietoperzy, ale to mu nie wystarczyło. Pragnął sławy i uznania w królestwie wirusów, a tego na pewno nie osiągnąłby kończąc na nietoperzach. Zdarzyło się, że pewnego razu do jaskini nietoperzy, wszedł człowiek. Wirus dostrzegł swoją szansę! O tak, choroby ludzi wirusy lubiły najbardziej i były z nich najbardziej znane! Nietoperz akurat kichnął na człowieka i wirus wystrzelił jak z procy. Człowiek na szczęście wcale nie mył rąk, więc koronawirus szybko dostał się najpierw do jego nosa, a następnie pokonał drogę do płuc. Trochę w nich pobuszował, żeby zobaczyć z czym ma do czynienia, a następnie zaczął wywoływać gorączkę, bóle całego ciała człowieka, duszący kaszel i osłabienie. Człowiek zaraził innych ludzi, którzy podobnie jak on kaszleli i kichali bez zasłaniania twarzy i bardzo rzadko się myli. W królestwie wirusów zapanowały czyste szaleństwo i radość - chorych było coraz więcej, a koronawirus rozhulał się w najlepsze; jego sława była tak wielka, że zaczęto nawet pisać o nim w ludzkich gazetach!

 

Tymczasem w świecie ludzi sytuacja nie przedstawiała się już tak kolorowo. Wszyscy zaczęli masowo zapadać na chorobę wywołaną przez koronowirusa. Szpitale były przepełnione, sygnał karetek non stop rozbrzmiewał na ulicach a lekarze, którzy mieli ręce pełne roboty, opadali powoli z sił. Ludzie nie wiedzieli jak sobie z nim poradzić, aż do czasu, kiedy najmądrzejsi z nich - naukowcy, zauważyli, że koronawirus bardzo nie lubi zwykłego mydła. Ten kto często mył ręce, praktycznie wcale nie chorował. Pomocne okazywało się również zakrywanie buzi łokciem podczas kaszlu, dzięki czemu wirus nie mógł przedostawać się do innych osób. Niektórzy ludzie wcale jednak nie słuchali naukowców. Chodzili do sklepów, restauracji, organizowali imprezy, a kaszleli i kichali przy tym aż miło! A koronawirus tylko na to czekał. 

 

Najbardziej chorowali ludzie już na coś chorzy albo starsi - babcie i dziadkowie. Mieli bardzo dużo problemów, żeby wyleczyć się z choroby wywołanej przez koronawirusa. Świat ludzi pogrążał się w coraz większym chaosie, a wirus triumfował. Wtedy właśnie ludzie postanowili, że za wszelką cenę muszą znaleźć sposób, żeby go pokonać i uniemożliwić mu chodzenie od człowieka do człowieka. Postanowili więc... schować się przed nim we własnych domach! Wirus


Ostatnia aktualizacja: 2020-06-24